logo

O kurach i kogutach domowych...

By | piątek, maja 09, 2014 3 comments
Kura domowa.... no właśnie tak się określa kobiety nie pracujące zawodowo... Sama siebie czasami tak określam kiedy gorycz miesza się z próbą poprawienia sobie humoru. Nie jestem kurą domową, chociaż mój mąż tak twierdzi. Nie wiem dlaczego, w powszechnym przekonaniu utarło się, że kobiety, które nie pracują zawodowo są bezużyteczne, nic nie robią... No jasne... Ja to leżę i pachnę. No i ci panowie (i mamy), którzy tak bardzo walczyli o prawa ojca do pozostania z dzieckiem w domu... No i gdzie te Koguty Domowe są teraz?? Jakoś nie zauważyłam znacząco wzrostu liczby tatusiów siedzących z dziećmi w domu i mam pracujących wokół siebie...

Pamiętam jak dziś - pewien grudniowy tydzień, po zachorowaniu Frania. Tatuś wziął tydzień urlopu, żeby zająć się dzieckiem (w dodatku z gilami do pasa) a ja... musiałam trochę popracować. Przez pięć dni nie było mnie w domu 10 godzin (każdego dnia). I co?? Wieczorem to ja musiałam ugotować obiad, na rano przygotować ubrania dla Frania (nie chcecie wiedzieć jak stylizował go Tatuś - piżama day :P). Rozpisać lekarstwa, które musi wziąć. No i zakupy to ja musiałam robić, w końcu po drodze...jak już wracałam to co to za problem... A o ilości telefonów wykonanych z pytaniami dodatkowymi już nie wspomnę. I co?? I to ja biegałam z jęzorem wywalonym do pasa... zamiast kazać mu ugotować obiad dla nas, wysprzątać jak Perfekcyjna Pani Domu mieszkanie, dać sobie radę samemu i nie odbierać telefonów! O!

Wkurzam się czasami, bo nie rozumiem kiedy mój mąż czy jakikolwiek inny mąż pyta swojej żony - Kochanie, a dać mu teraz jeść czy później?? Chlebek pokroić w wagoniki? A szynkę i ser też położyć? Ubrać mu bluzę i kamizelkę czy kurtkę?? O której ma jeść? Ej, pompa wyliczyła 1 jednostkę - to dobrze? Aaaaaaaaaaaaa!!

No kurde blaszka! Przecież to jest TATA! TA-TA! To tak samo jak MAMA. A skąd ja to wszystko mam wiedzieć? Czy jestem jakąś dyplomowaną opiekunką? Tata i Mama to dla mnie to samo. Powinni umieć to samo i mieć takie same obowiązki. Kiedy ON pracuje ONA zajmuje się dzieckiem, kiedy ONA pracuje z dzieckiem siedzi ON! Czytałam całkiem niedawno na jednym z blogów o tym, że się mówi, iż " Tata powinien pomagać" i co to ma znaczyć. Jakie pomagać?? Zgadzam się w 100% - Tata nie pomaga - to nie jego obowiązek. Jego obowiązkiem jest wychowywać wspólnie z Mamą. Wytarcie dupy, podanie szklanki z piciem czy umycie z dzieckiem zębów nie powinno być odbierane w formie pomocy Mamie - są to zwykłe czynności, które każdy z rodziców może spokojnie wykonać. Dlaczego to, co ja robię każdego dnia w jego wykonaniu ma być wyczynem?

Nie kumam też dlaczego niektóre Mamy jak te ich dzieci myślą, że muszą wszystko SIAME. Ja siama, daj ja to zrobię, Ty Tato tego nie umiesz. CO TO ZNACZY NIE UMIESZ?? Nie umiesz to się nauczysz! Przyznaję - nasz Tata/Mąż to oporny egzemplarz. Mądry w teorii, ale jak przyjdzie co do czego... Nie wyniósł odpowiednich wzorców z domu... był tak zwanym księciem o złotych jajkach, żyjącym tylko dla siebie :) To, że zostałam w domu nie do końca było wynikiem mojego wyboru, ale nie żałuję tego (zazwyczaj:P). Nie oznacza to jednak, że tylko na mnie spoczywa obowiązek wychowania Franka. Uśmiejecie się pewnie... Ja mojego męża systematycznie przepytuję z... cukrzycy, przeliczników, kalorii itd :P Mimo że pracuje musi to wiedzieć tak samo jak ja! Wysyłam ich wspólnie na zakupy, na spacer... Franio jest wpatrzony w Tatę jak w obraz. Długo też walczyłam o wstawanie w nocy do Frania... W pewnym momencie naprawdę nie miałam już siły... ok, w tygodniu pracował... no, ale w piątek, sobotę czy kiedy miał wolne przecież mógł wstawać tak jak ja, prawda?

Często z mężem gdybamy sobie pół żartem pół serio, co zrobimy w różnych sytuacjach... Na przykład kiedy ON straci pracę...
Moje podejście: Będziesz musiał znaleźć inną, masz fach w ręku. Ja siedząc w domu nie zarobię tyle co TY... Nie umiesz gotować i długo nie wytrzymasz "uziemiony":P
Podejście Męża: No i w końcu to ja będę siedział w domu z dzieckiem a Ty pójdziesz do pracy. Masz wykształcenie i w końcu wyjdziesz do ludzi... A my sobie z Franiem zorganizujemy czas, będziemy jeździć... 
(BŁĄD - mamy jeden samochód i to ja go przejmę jeśli będę musiała pracować. Ty będziesz uziemiony tak samo jak ja teraz :P)

No i tak to jest... Kogut kogutem a kura kurą... czasami aż piórka opadają :P





Nowszy post Starszy post Strona główna

3 komentarze :

  1. Ja nasze bąble były maluteńkie, to mężu pomagał mi we wszystkim - i przy pierwszym i przy drugim bobasie. Pomimo chodzenia do pracy i wczesnego wstawania, on też wstawał w nocy do synków, usypiał ich, kąpał przed snem, karmić nie karmił, bo obu długo karmiłam piersią. Ale pomagał mi przy nich jak mógł. Za to teraz więcej nagadam się, że mało im poświęca uwagi i czasu. Wiem, że on też jest zmęczony po pracy, ale choćby w weekend oczekuję od niego, żeby przejął trochę się więcej synkami i z nimi poprzebywał. Wiem, że teraz wolny czas poświęca na wyremontowanie góry domku dla nas, a termin z banku też nas goni, dlatego trochę mu odpuszczam, ale po wyremontowaniu góry, już mu nie odpuszczę i będzie musiał nadgonić czas z dziećmi!!! Zresztą chłopcy sami już mówią, że jak tato skończy na górze pracę, to całe wakacje będą wariować z nim jak tylko sie da:)

    OdpowiedzUsuń
  2. U nas po pojawieniu się Małej mąż robił wszystko oprócz karmienia cycem. Gdy wróciłam do pracy w domu robiliśmy wszystko po połowie, dodatkowo mąż kończył studia i budowaliśmy dom. Teraz jest trochę inaczej bo ja nie pracuję zawodowo i w zasadzie wszystkie obowiązki domowe są "moje". Ale ja od czasu do czasu lubię sobie kurą domową być i taki stan mi nie przeszkadza.

    OdpowiedzUsuń