logo

Ścieżka koronami drzew, czyli wracamy do blogowania z przytupem ;)

By | środa, października 11, 2017 Leave a Comment

Nie wiem dlaczego wcześniej jeździliśmy tylko w okolice Zakopanego. Bukowina Tatrzańska jest taka piękna, swojska i blisko stąd do atrakcji takich jak ścieżka koronami drzew!

Jest to odpowiedni moment do opublikowania pierwszego od kilku miesięcy wpisu. Przerwa od blogowania dobrze mi zrobiła, a co działo się u nas w tym czasie, może kiedyś opiszę. Póki co wróciłam. Z nową energią i zapałem. Z nową miłością do blogowania i świeżymi pomysłami na to, o czym chcę dla Was pisać :) A co przywróciło mi tę energię i chęć do życia? Oczywiście wyjazd do Bukowiny Tatrzańskiej, przyjaciele i złota polska jesień!

Mieliśmy okazję się o tym przekonać w ostatni weekend września. Latem wzięłam udział w konkursie zorganizowanym przez Noclegi Agata w Bukowinie i wygrałam weekendowy pobyt w Zbójeckiej Chacie. Jadąc w góry cieszyliśmy się jak dzieci i planowaliśmy co będziemy robić przez kolejne dni. A było tego mnóstwo. Głównym naszym celem było jednak spędzenie jak najwięcej czasu z naszymi cudownymi przyjaciółmi - Rodziną na Szczycie (tak... tą od Matki na Szczycie!).

Zbójecka Chata okazała się pięknym, klimatycznym góralskim domkiem - bardzo gustownie i wygodnie urządzonym! Jeśli sami chcecie się przekonać i pojechać do Bukowiny, to ja Wam takie miejsce polecam na 100%! Z resztą sami zobaczcie jak prezentuje się na zdjęciach!

Rodzina na szczycie oczywiście zadbała o to, aby atrakcji nie zabrakło i wspólnie spełniliśmy jedno z naszych marzeń. Była nim wycieczka na Słowację i cel główny: ścieżka koronami drzew (chodnik korunami stromov po czesku). Muszę napisać, że było bajkowo! Pogoda dopisała, spacerowaliśmy ponad szczytami drzew podziwiając otaczające nas z każdej strony góry. Widok niesamowity, adrenalina też była. Ścieżka prowadziła do wieży widokowej a na jej szczycie znajdowała się trampolina z dużymi oczkami i.... rura, którą można zjechać prawie na sam dół. W moim przypadku wystarczyło wejść na delikatnie ruszającą się wieżę, by adrenalina skoczyła do poziomu HIGH :P

Drugiego dnia odwiedziliśmy Rabkoland. Przyznaję, że podchodziłam z pewną rezerwą do tego miejsca. Nie przepadam za lunaparkami czy wesołym miasteczkiem. Tutaj jednak co zupełnie co innego. Wystarczy kupić bilet (nasza cała rodzina załapała się na ulgowe po 17zł za osobę) i można korzystać do woli ze wszystkich atrakcji na terenie Rabkolandu. Uchylę rąbka tajemnicy... Ja i Matka na Szczycie też skorzystałyśmy... Z tunelu strachów :D I mam nadzieję, że filmik nagrany przez Kaśkę NIGDY nie trafi do sieci :P

Trzeci dzień przyniósł nam jeszcze więcej atrakcji i pięknych widoków. Wybraliśmy się bowiem na lotnisko. Przez długi czas podziwialiśmy szybowce i startujące awionetki. Zawsze w tle mieliśmy cudowny widok na Tatry. Franek był niesamowicie szczęśliwy widząc samoloty i mając je niemal na wyciągnięcie ręki!! Później wybraliśmy się na niesamowity spacer po rezerwacie przyrody Bór nad Czerwonem. Piękne miejsce!! Już mamy plan, aby następnym razem wybrać się na całodniową wycieczkę. Platforma widokowa na Tatry, Gorce i rozległe torfowiska, szum leniwie spływającej wody, rydze, soczysta zieleń - to wszystko kochamy najbardziej.

Muszę Wam powiedzieć, że chłopcy - Szymek i Franek byli bardzo szczęśliwi. Co prawda cukry nie były idealne i czasem rzeczywiście wpisywały się tatrzański krajobraz, ale co tam! Ten rok nauczył mnie, że czasami na pewne sprawy trzeba machnąć ręką, żeby potem ze zdwojoną siłą i uśmiechem działać skutecznie i "zejść do nizin" ;)

Pytaliście też jak jedliśmy. Cóż, celiakia jest dużo bardziej wymagająca niż cukrzyca. Ciągle uczę się planowania, gotowania z wyprzedzeniem i przygotowania odpowiedniego zaopatrzenia. Wyruszyliśmy więc z domu z własnym kartonem jedzenia, garnkami, sztućcami i talerzem dla Franka. Wcześniej upiekłam jabłecznik (wyszedł beznadziejny!), ugotowałam ogórkową. Rano wstawałam wcześniej, żeby usmażyć naleśniki. Wszędzie nosiliśmy ze sobą to żarcie. Na szczęście Biedronki są już teraz dobrze zaopatrzone i nie musieliśmy głodować :P A na miejscu jedliśmy to co najlepsze - oscypki, naturalne, prawdziwe, bez chemii. 

Tak, to był zdecydowanie piękny czas! Dzięki niemu odzyskałam na nowo chęć do życia, zaczęłam na nowo mieć plany i marzenia. Wszystko dzięki Noclegom Agata i Matce na Szczycie :)


Starszy post Strona główna

0 komentarze :