logo

Cukrzyca typu 1 - o roli rodzica dziecka przewlekle chorego

By | środa, października 06, 2021 Leave a Comment


Kiedy w rodzinie pojawia się cukrzyca typu 1, rola rodziców ulega drastycznej zmianie.  Jako matka diabetyka zrobiłam karierę od asystenta do obserwatora. Co ciekawe bycie obserwatorem jest zdecydowanie trudniejsze niż bycie asystentem...

Już to wszyscy pewnie znacie. BUM! Cukrzyca spada jak grom jak z jasnego nieba. I nagle, z dnia na dzień zachodzi w nas ogromna zmiana. Nagle bardziej czuwamy nad dzieckiem, kontrolujemy wiele sfer jego życia, do których wcześniej nie zaglądaliśmy. Jako rodzice przełamujemy bariery i własne lęki (chociażby wtedy, kiedy musimy oswoić się z igłami i innymi kłujkami). Wreszcie z naszych serc i umysłów wydobywają się głęboko ukryte pokłady cierpliwości i wyrozumiałości dla dziecka.
Tak po cichu, dzień po dniu zagarniamy dziecko ku sobie i asystujemy mu przy wszystkim, często wyręczamy.
"Przecież ono i tak jest już tak chore, więc po co ma myśleć o chorobie" - myślimy tak przez pewien czas. Niestety czasami myślimy w ten sposób za długo. Stajemy się dwudziestoczterogodzinnym asystentem swojego dziecka - jemy z nim, śpimy z nim (zamiast z mężem), mierzymy mu cukier, ważymy jedzenie i produkujemy się na wizytach u diabetologa.
Czy to jest ok? W moim odczuciu jest ok, jednak do czasu.
Aktualnie sytuacja wygląda u nas tak, że przechodzę od roli asystentki do obserwatora dziecka z cukrzycą. Nie mogę powiedzieć, żebym odczuwała z tego powodu ulgę - jest to jednak mój problem, nie mojego dziecka.
To Cukromaniak wymusza na mnie dystans, on tego potrzebuje. Już nie podoba mu się kontrola mamy a na pytanie o poziom cukru słyszę coraz częściej westchnięcie.
Zastanawiam się czy jest jakiś konkretny wiek, w którym to nasze rodzicielstwo nadmiernej troskliwości odpuszcza... Dochodzę do wniosku, że puszcza wtedy gdy dziecko i rodzic są na to gotowi. Inaczej, trwając za długo robi z dziecka niezdolnego do samokontroli diabetyka.
Podejmując decyzje zawsze mam na względzie dobro mojego dziecka, ale czy interes mojego dziecka zawsze dominuje nad moim? Oczywiście, że nie. 
Z rolą obserwatora jest mi i źle i dobrze. Źle, bo obserwuję jego własną ścieżkę pełną decyzji o cukrzycy, które różnie się kończą, ale gryzę się w język - nie oceniamy, wyciągamy wnioski. Dobrze, bo to wielka ulga po tylu latach móc wiedzieć, że dziecko nie polega tylko i wyłącznie na mnie, że nie podaję już insuliny, nie podgrzewam zupy, nie siedzę pod klasą i nie biegam do szkoły codziennie. 
Już kiedy zachorował, a miał wtedy dwa lata, wiedziałam, że muszę być wobec niego troskliwa, ale twarda - płakać sobie mogłam tylko w poduszkę albo w kibelku, gdzie zamykałam się kiedy puszczały mi nerwy (albo wodze fantazji, że to już tak do końca życia będziemy żyć i mamy przesrane).
Czasami widziałam niepochlebną ocenę w oczach innych rodziców, bo przecież jak można... to jest dziecko... chore, a ja mu nie pomogę butów w przedszkolu ubrać? Albo zdecydowanie odmawiam podania przekąski w postaci słodyczy a on ma dobry cukier i mógłby sobie zjeść? Bo docukrzamy się Dextro a nie musikiem czy ciasteczkiem?
Te lata z cukrzycą nauczyły mnie kilku ważnych rzeczy:
- nie oceniam decyzji innych rodziców diabetyków - już dawno zobojętniałam i zaakceptowałam to, że każdy dokonuje własnych wyborów a kiedy pytają, odpowiadam, chociaż odpowiedzi te nie zawsze są zgodne z tym, co chcą usłyszeć.
- rola rodzica-asystenta diabetyka jest jedną z najtrudniejszych w rodzinie i społeczeństwie, wymaga dużego poświęcenia, ale procentuje
- trzeba wiedzieć kiedy odpuścić - dziecku i sobie - a stawanie się obserwatorem dziecka przychodzi z czasem, naturalnie i nie powinno się z tym walczyć
- silne podstawy zbudowane od początku życia z cukrzycą, jasne zasady postępowania i edukowanie dziecka w zakresie samokontroli daje świetny efekt

I najważniejsze... Po wielu latach z chorobą dziecka przychodzi moment ulgi i człowiek jednak zgarnia coraz więcej czasu dla siebie. I już nawet taki pierońsko zmęczony nie jest... I jedna bezsenna nocka już tak szybko go nie powala :)


Starszy post Strona główna

0 komentarze :